To czas zastanowić się, czy to nie dobry moment na eksplorację nowych rzeczy?, a ty wiesz, co czytać? Bo jeśli tak, to wiesz więcej ode mnie.
Przyznam się wam do czegoś. Od jakiegoś czasu nie czytam za dużo. I to niestety problem, który próbuję rozwiązać, bo książek do lektury mam trochę.
Od Chmielarza (sam polecał mi “Prostą sprawę”), nowego Ćwieka, czy następne książki od Ryana Holidaya. I chciałbym zacząć czytać to, co napisał Adam Grant. Jednak jakoś tak nie mogę usiąść, znaleźć chwilę i miejsce, aby po prostu poczytać, a Substacka czytam jak dobrą kawę każdego ranka. Czy da się to jakoś zmienić?

Im więcej mam książek do przeczytania, tym bardziej rozumiem, że wpędziłem się w pewną czarną dziurę, która to, zamiast mi pomóc, sprawia, że szukam remedium. I wpadłem na parę pomysłów. Oto one:
Wywal pojęcie „listy lektur”!
I mówię serio, choć mam taką listę, która to patrzy na mnie z wózeczka stojącego przy kanapie. Wiem, trochę hipokryzja, ale dajmy sobie przestrzeń do tego oddechu.
Czytaj to, co chcesz czytać, a nie to, co myślisz, że musisz!
Mam paru znajomych, co ciągle narzekają na dwie rzeczy. Nowości do czytania i pozycje, które to myślą, że muszą to przeczytać. Oba te zdarzenia mają jedną zaletę, skończy się czytaniem książek generalnie.
Chcesz czytać poradnik? Czytaj. Chcesz historię albo biografię? To też, nawet jeśli na co dzień wolisz fantastykę lub kryminały.
Nie liczy się ilość, a jakość!
Kiedyś byłem jednym z tych ludzi, co chcieli przeczytać te 52 książki w rok. Serio, ale dziś wiem, że to nie ma sensu. Jakość będzie oznaczała to, że czytasz to, co faktycznie jest dla Ciebie dobre. Nikt nie każe Ci czytać tego gatunku albo autora, bo wypada. Przeczytaj mniej, ale baw się przy tym dobrze.
Hej, jeśli chcesz złapać do mnie kontakt, to wpadaj tutaj. Do następnego!