Pomysł na ten wpis wpadł mi po tym, jak przesłuchałem fenomenalny podcast z Bartoszem Filipem Malinowskim. Po którym dalej zbieram mentalną szczękę z podłogi. Jednak po kolei. Czeka nas opowieść o pewnej bańce.
I oczywiście, uwierzcie mi, że fragment skąd w ludziach tyle jadu, jest tylko jednym fragmentem tej fascynującej rozmowy. Polecam przesłuchać całość, a ten tekst ma być w pewnym sensie moją próbą destylacji, co mnie zainspirowało i cóż wyciągnąłem.
Kultura zapierdolu nie jet czymś, co musi być standardem.
I oczywiście, nie każdy może się z tym zgodzić, bo inaczej nie byliby produktywni. Im jednak przyglądam się temu, jak ludzie pracują, tym bardziej przekonuję się, że wielu z nich nie potrafi wpisać sobie w pracę odpoczynku, bo to, że muszą wracać do Mordoru, cały czas nad nimi wisi.
Lepiej być nawigatorem niż nauczycielem, nawet w bańce.
Parę razy w moim życiu udało mi się nauczyć paru ludzi pewnych umiejętności. Nie mówię tutaj o czymś wielkim, lecz przez to bardziej rozumiem, że kiedy jesteśmy w internecie — lepiej jest pokazywać to, co cię jara, a nie wychodzić z pozycji tego, kto wie najwięcej i najlepiej.

Social media są złe dla naszego zdrowia psychicznego.
I wielkie korporacje nic z tym nie robią, bo przecież nic na tym nie zarobią. Prawdziwe, smutne i niestety taka jest nasza rzeczywistość. Trzeba wiele kroków, by wiele się zmieniło, ale niestety dalej jest to walka z wiatrakami.
Prawa strona może być równie zła, co lewa. Niezależnie o jakiej bańce mówimy!
I jasne, mam na myśli tutaj pewne ekstremalne przypadki, ale to właśnie głównie z winy tego, że jesteśmy zamknięci. W bańkach informacji. A kiedy próbujemy z nich wyjść, potrafi to zepsuć nam postrzeganie wielu rzeczy lub stracić bliskich, bo jak to „nie jesteś z nami, to jesteś przeciw nam”.
Nie ufamy nauce, bo zaburza naszą narrację, a to my chcemy mieć rację w debacie, którą to za wszelką cenę trzeba wygrać.
Nigdy nie byłem fanem czytania badań, bo to specyficzna (lecz i czasem ciężka lektura). Aczkolwiek dalej uważam, że dane i fakty najczęściej wygrają z chłopskim rozumem. Albo i często z “nie wiem, nie znam się, choć się wypowiem”. A jak okaże się, że ty masz rację, a ktoś inny nie, to jesteś tym złym magicznym (wręcz mitycznym hejterem.
To jak, zaczniesz patrzeć na to, co masz w swojej bańce informacji? Wiem, że może to być ciężkie, ale może czas na zmianę pewnych perspektyw?