Jakiś czas temu kupiłem gramofon i pierwszy winyl jaki na nim odtworzyłem to ten z Batmana z 1989 roku. I nie żałuję, że kupiłem coś, co wielu w moim wieku nazwałoby reliktem przeszłości.
I to właśnie doświadczenie sprawiło, że zacząłem się zastanawiać, czy może warto bardziej chłonąć życie i to, co nas otacza. Dziś też miałem okazję podarować jeden, i to taki, co okazał się idealnym prezentem. Nie ma chyba lepszego uczucia od tej radości, co mi wtedy towarzyszyła.
Znajdź swój winyl!
Jeśli myśleliście, że ten tekst będzie tylko o muzyce i to z fajnych filmów, to połowicznie mieliście rację. Jednak niebyłym sobą, gdybym nie wcisnął gdzieś czegoś o rozwoju, psychologii, czy po prostu jarania się popkulturą. I tu chcę napisać, że warto jarać się rzeczami. Doświadczać ich tak jak je stworzono (jeśli się da) albo po prostu sprawdzać, co w nich fajnego.
Idź do muzeum, wpadnij na koncert albo obczaj, dlaczego ktoś jara się daną książka i idź na spotkanie autorskie. Nigdy nie wiadomo, co się z takiej wybuchowej mieszanki wyciągnie.
A potem usiąść, napisać o tym parę słów. Na blogu, czy w dzienniku z biletem, przy którym to nabazgramy parę słów. Śmieję się, bo właśnie tak powstaje ten tekst. I jeśli macie z niego wyciągnąć coś dobrego, to niech będzie to właśnie ten fragment o tym, że warto dzielić się swoimi zajawkami.
A moją największą ostatnio staje się pilnowanie sienie samego, by ten blog miał więcej moich zapisków – nawet jeśli codziennie będę pisał jeden tekst. I choć strona ta może wyglądać niezwykle czysto, wręcz goła niczym ten gość, co wypił za dużo na imprezie – to lecę dalej, by jednak coś tutaj było.
I nawet jeśli chwilowo nikt tego nie czyta, też jest dobrze, bo zapiski z tego jak odkrywa się kulturę, zawsze się przydadzą – jak nie teraz, to potem.