Tak, grajmy w te cholerne gry i miejmy przyjemność, a nie wieczne wojny o to, kto ma rację.
Internet jest specyficznym miejscem, gdzie posiadanie opinii różnej od tego, co przyjęto za standard jest sportem ekstremalnym. I choć dziś są momenty, gdzie zastanawiam się, czy rozmowa o popkulturze to coś w czym muszę brać udział, to dalej sprawia mi przyjemność.
Choć dziś wiem, co tak naprawdę mnie ciekawi, to i tak szukam nowego
Ostatnio wdałem się w debatę tym, co można wybaczyć twórcom gier po tym, jak okazało się, że nowa gra Rebel Wolves nie będzie działać w 60 klatkach na sekundę (już działa) i do dziś będę bronił tego, że bardzo wiele. Bo nawet jeśli studio składa się z weteranów z innego, to i tak dla rynku są oni debiutantami, a ich pomysł może nie wypalić i nie zwrócić.
Gracze mówią, że chcą nowego, czegoś innego, a kiedy twórcy mają pomysł na zamknięcie fabuły w konkretnych ramach czasowych i od razu pojawiły się mody, które to mają zmienić i rozciągnąć, co niejako mija się z kreatywną decyzją twórców i tego, co chcieli dostarczyć graczom. Bezsens, prawda?
Granie w gry jest świetne
Do momentu, aż nie zagrasz w nich tyle, że wolisz pytać „jak powstają?”, „co jest oryginalnym pomysłem?”, „jak byście to zareklamowali?” i „z czego czerpaliście inspirację do xyz?” i to też jest genialne podejście do tego medium, bo wtedy nie widzi się już tylko schematów, a kreatywność ludzką w jej najczystszej formie zanim stała się finalnym produktem.
Grajmy w gry, spisujmy doświadczenia, dzielmy się nimi, ale nie róbmy z gier wojny „kto ma rację bardziej”, bo nic wtedy nie będzie miało totalnie sensu.