Wczoraj, leżąc w łóżku, naszła mnie myśl. Za mało czytam i piszę o tym, czym jest dla mnie literatura.
A do tego wniosku doszedłem właśnie patrząc na książkę, co leżała na wózeczku przy łóżku. Jest to zbiór felietonów, gdzie Krzysztof Varga pisał o naszej noblistce.
I choć dawno nie pisałem recenzji, to szczerze brakuje mi fascynacji właśnie książkami. Na Facebooku mam parę profili, co skutecznie udowadniają mi, że w tej tematyce jest tyle świetnych rzeczy. Takich, że aż portfel płacze, a listy w Empiku się nie kończą. Świetnie, prawda?
Literatura to okno na świat!
Może jestem stary, ale dalej w to wierzę, że właśnie tam znajdziemy najwięcej wiedzy w tym, by mieć dodatkowy filtr tego, co dzieje się na świecie. Wiele rzeczy dzieje się na naszych oczach. To najczęściej w książkach potrafimy dostać dodatkowe przykłady tego, jak działają pewne mechanizmy.

I chociaż w swoim wczorajszym tekście chciałem jawnie napisać, że nie wiem, o czym pisać, to czuję jakbym znalazł swoją zapomnianą żyłę złota.
A jeśli ma to pomóc w procesie twórczym, pisaniu i zrozumieniu siebie, to dla mnie to super. Przynajmniej pozbędę się swojego osobistego Tsundoku. Wiecie, to ten nawyk kupowania książek, gromadzenia ich w domu. Pozostawiania nieprzeczytanych z zamiarem przeczytania ich w przyszłości.
I choć niedawno zamawiałem dodatkowy regał z Ikei (ale bez wizyty, więc i bez klopsików), to i tak cieszę się, że będzie kolejne miejsce, gdzie będą książki.
Ale o listę tego, co mam do nadrobienia, to nie pytajcie. Jest długa, co jednocześnie pokazuje, że bardzo prokrastynowałem z realizacją swoich czytelniczych założeń.
Jednakże mam nadzieję, iż uda mi się to zmienić, nawet w ten weekend. A o tym pewnie przeczytacie w następnym tekście.
Hej, jeśli tutaj jesteś, to super! Cieszę się, że dotarliście do końca. Tutaj jest mój Facebook, a tu Substack.