Przez ostatni rok moje słowa były tylko pudrem, by ukryć fakt, że przestałem czuć cokolwiek poza nudą. Chyba oficjalna nazwa to wypalenie, a o to dziś prościej niż kiedyś o oranżadę w kiosku za rogiem.
Prawda jest taka, że kocham słowa i pisanie, choć czasem nie wychodzi mi to tak, jakbym chciał. Bo wiecie – nie pasuje temat, wewnętrzny krytyk szepcze do ucha albo korekta nie idzie po mojej myśli. W pewnym momencie łapiesz się na tym, że wszystko, co autentyczne, ląduje w koszu. Gdzie tu przyjemność z pisania, jak zaraz trzeba to będzie przykryć pudrem jak ścianę, kiedy nie przepłaciliśmy za ekipę remontową?

Baw się pudrem, ale minimalnie!
To sprawiło, że przestałem czuć frajdę z tworzenia, dzielenia się i budowania „contentu”. Zacząłem zakładać maskę – ładną, wygładzoną, ale kompletnie martwą. Nawet jeśli tekst trafiał do odbiorcy, nie oddawał tego, co naprawdę chciałem powiedzieć. Filtry zjadły treść.
Ten blog to miejsce, gdzie nie chcę już tyle retuszu. Nawet jeśli moje myśli nie trafią do każdego, wolę, żeby były moje. Wolę krzywą ścianę, która trzyma pion, niż idealnie gładki tynk, pod którym gnije prawda.
Więc odkładam puder. Od dzisiaj ściany będą tu krzywe, a teksty niefiltrowane. Może nie będzie to wyglądać jak z katalogu, ale przynajmniej, gdy zapalicie tu światło, nie zobaczycie motłochu z pochodniami, tylko człowieka, który w końcu przestał uciekać przed własnym głosem.
Spokojnie tematyka tego miejsca nie zmienia się, ale to dobrze, bo dalej to dla mnie ciekawe. A tym mam nadzieję dalej was zarażę – nawet jeśli ktoś użyje AI do podsumowania tego wpisu. Internet chwilowo jest taki, jaki jest i to nie jest w porządku, ale pewne rzeczy idą do przodu. I na to chwilowo nie za wiele da się poradzić. Aczkolwiek, zobaczymy, bo świat potrafi ostatnio naprawdę zaskoczyć.
Ale o tym, w innym tekście i to za jakiś czas.
Zapraszam do środka – tylko ostrzegam, tutaj tynk odpada płatami.