Ostatnio oglądanie „giereczkowa” przypomina wizytę w knajpie, w której każdy gość jest surowym krytykiem kulinarnym, mimo że połowa z nich nie odróżnia soli od cukru. Jemy danie, którego składników nie rozumiemy, ale kucharza najchętniej wysłalibyśmy pod gilotynę. Nagły wysyp ekspertów od miliardowych biznesów sprawił, że granica między opinią a absurdem przestała istnieć.