Nie jesteś winien grom swojego wolnego czasu

Twoja biblioteka to backlog gier, czyli trochę lista długów do spłacenia.

backlog gier
Resident Evil Requiem / Capcom

Nikt nie przyjdzie do Twojego domu i nie zabierze Ci konsoli tylko dlatego, że znudziłeś się w połowie trzeciego aktu. Gry przestały być przygodą, a stały się ciężarem, który dobrowolnie kładziesz sobie na barkach pod pretekstem „wyciskania wartości z zakupu”. Steam nie jest biblioteką. To lśniące, cyfrowe cmentarzysko.

Każda ikona w Twoim ekwipunku to pomnik postawiony intencji, która umarła szybciej, niż zdążył pobrać się instalator. Patrzysz na pasek postępu i wmawiasz sobie, że tym razem będzie inaczej, ale Twój backlog już dawno przekroczył granice absurdu. To mur, który sam zbudowałeś, żeby odgrodzić się od poczucia, że marnujesz życie na kolekcjonowanie skrótów do aplikacji, których nigdy nie odpalisz. Backlog gier powoli rośnie znów.

Klikasz „Graj” tylko po to, żeby po kwadransie poczuć to samo puste ssanie w żołądku. Tę specyficzną próżnię, którą natychmiast próbujesz zasypać kolejnym tytułem z listy, bo panicznie boisz się ciszy po napisie Game Over.

Wmawiasz sobie, że jesteś szczęśliwy, bo „masz w co grać”, ale spójrz na swoje dłonie – one nie trzymają kontrolera dla przyjemności. One wykonują pracę. Kiedy gra staje się obowiązkiem, przestaje być kulturą, a staje się kolejną kartą w Twoim arkuszu kalkulacyjnym. Jeśli musisz zmuszać się do zabawy, to znaczy, że system wygrał.

Czas wyłączyć prąd. Zanim zapomnisz, jak to jest nie gonić za niczym.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *