Dziś przypomniało mi się, że stary laptop może być lepszy dla naszej produktywności.
I jasne, brzmi to paradoksalnie. Nowe oznacza szybsze, a przez to lepiej się pracuje. Ma to sens, prawda? A jakbyś usiadł do starego sprzętu, na którym działa tylko edytor tekstu, może w końcu napisałbyś tę książkę?
Albo zrobił inne rzeczy, ale telefon, a w szczególności social media są ciekawsze.
Nie zliczę, ile razy sam tak miałem i dziś o tym piszę otwarcie. Gdybym miał inne podejście, to pewnie wiele rzeczy w moim życiu wyglądałoby nieco inaczej.

Dziś łatwiej rozproszyć swoją uwagę po wejściu do internetu. Na tym oparty jest cały biznes. I tu wchodzi stara technologia. I to, że właśnie taka jest, staje się kluczem do tego, by odetchnąć i po prostu pracować.
Dlaczego o tym wspominam?
A bo prawdę powiedziawszy łapię się na tym, ile czasu leci mi na scrollowanie. I choć robię to coraz mniej, to dalej czasem do tego wracam. Im bardziej dopasowuję narzędzia do tego, co robię, powoli realizuję więcej, a nie tylko piszę, że coś zrobię.
Stary sprzęt nie jest zły!
I choć to dziwne w dzisiejszych czasach, ale czasem właśnie tak jest. Bo inna jakość, a to, że nie wspiera nowego systemu operacyjnego, to nie problem, bo jest Linuks.
I wiecie co? Lubię technologię, lecz coraz bardziej myślę nad tym, by ją uprościć. Trochę jak z notesem, ma służyć konkretnym celom. Brzmi dziwnie, przynajmniej na takie czasy, gdzie wszystko możemy zrobić w telefonie.
Jasnym jest też dla mnie to, że mogę sobie pisać ten tekst, a i tak pewnie będziecie mówić, że nowe jest lepsze. I macie rację, ale pomyślcie, że to doświadczenie, tej starej technologii może sprawić, że nieco inaczej zbudujecie swoją relację ze sprzętem, oprogramowaniem. Kto wie, co z tego wyciągniecie.
Ja wiem jedno. Czasem starsze pozwala na mniej, ale realizuje konkretne zadania, nawet jeśli wymaga to nieco analogicznego dystansu.